czwartek, 14 marca 2019

Ferie w Hiszpanii cz. III

Dzień trzeci (Kordoba - Sotos de la Albolafia):

Trzeci dzień naszego wyjazdu spędziliśmy w Kordobie - mieście na północy Hiszpanii założonym przez Rzymian, ale przez długi czas rządzonym przez Arabów. To właśnie oni wznieśli meczet, który obecnie jest katedrą - La Mezquita - stanowiącą najważniejszy zabytek miasta.
W samym mieście niewiele było ptaków oprócz wróbli domowych i papug mnich przelatujących między drzewami zasadzonymi wzdłuż ulic oraz samca pokrzewki aksamitnej śpiewającego na pomarańczy na placu La Mezquity.


Przechodząc przez Puente Romano (most rzymski) dało się zauważyć, że Kordobie nie brakuje jednak przedstawicieli awifauny. Sam most oraz tereny podmokłe znajdujące sie przy jego wchodnim końcu tworzą użytek ekologiczny "Sotos de la Albolafia" (Gaje Albolafii) bogaty w śpiewy ptaków i nieraz goszczący rzadkich przybyszy np. ibisa czczonego obserwowanego tam dwa lata temu. Co prawda sam nie znalazłem tam żadnych rzadkości na skalę krajową, ale kilka ciekawych i nowych gatunków mogłem do swojej listy dodać :)
Wyglądając zza krawędzi mostu na rzekę Guadalquivir można było zaobserwować mnóstwo krzyżówek, mew żółtonogich, kormoranów suszących skrzydła oraz szczygłówpierwiosnków i pliszek siwych oraz górskich, wyszukujących pożywienia w kałużach u podnóży łuków mostu. Miłym zaskoczeniem było też zobaczenie pośród świstunek brodźca piskliwego, oraz dwóch uciekinierów - mieszańców krzyżówka x piżmówka.

Mewa żółtonoga
Kormoran
Pierwiosnek
Brodziec piskliwy

Jeden z mieszańców krzyżówka x piżmówka.


 Po drugiej stronie mostu, na terenie samego użytku ekologicznego stoi stary młyn, wokół którego rośnie pełno trzcin. To właśnie pośród nich wypatrzyłem pierwszy nowy gatunek dnia - astrylda falistego! Te małe ptaszki (bo mniejsze od wróbla) oprócz tego, że posiadają czerwoną przepaskę na oczach przypominającą tą, którą nosił Zorro, są na tyle wyjątkowe, że nie są nawet gatunkiem rodzimym dla Europy. Osobniki, które tego dnia znalazłem to potomkowie zadomowionych ptaków hodowlanych (uciekinierów lub wypuszczonych celowo) szybko rozprzestrzeniających się po większej części Hiszpanii.








Po krótkiej obserwacji astryldów przeszedłem trochę dalej za młyn, gdzie znajdują się tereny pełne kamieni, po których przechadzały się przeróżne ptaki. Wśród nich na pewno wyróżniały się eleganckie czaple nadobne, ale również rudziki, zawsze wypatrujące owadów do schwytania. Tam również można było znaleźć oba gatunki pliszek.

Czapla nadobna

Pliszka górska

Pliszka siwa poprawiająca sobie piórka.
Rudzik
Wszechobecny wróbel

 Spoglądając przez chwilę na niebo zobaczyłem dwa punkciki krążace bezpośrednio nade mną, które za pomocą zoom'u w aparacie potrafiłem zidentyfikować jako parę bocianów białych. W oddali przelatywało też stado szpaków, ale ich nie udało mi się dokładniej oznaczyć.

Strasznie kiepskie zdjęcie, ale ważne, że jest ;)

Niedaleko rosła wierzba, a wśród jej gałęzi rozbrzmiewało popiskiwanie. Gałązki były ze sobą dość gęsto "splecione" i zajęło mi trochę czasu zanim zdołałem ujrzeć źródło nawoływania. A była nim wierzbówka - drugi nowy gatunek tego dnia. Trochę zdziwił mnie fakt, iż to właśnie ona wydawała te piski, gdyż śpiew wierzbówek jest nieraz opisywany jako bardzo głośny, a wręcz wybuchowy (tak przynajmniej mówi wikipedia ;)). Ale najwyraźniej nie dokształciłem się wystarczająco przed wyjazdem. Oprócz tego, że mogą mieć inny odgłos niż "wybuchowy", dowiedziałem się również, że są piekielnie trudne do sfotografowania, a to wszystko z powodu ich niesamowitej szybkości i uwielbienia dla gąszczu gałązek wierzbowych. Skutkiem tego są te marne zdjęcia, które jednak idealnie oddają jej charakter ;)


Wierzbówka
Przez chwilę "zgodziła sie" pokazać.
A tu przyjmując pozę strzyżyka.

Po prawie dwóch godzinach przebywania w jednym miejscu zdecydowaliśmy, że już czas wracać, co oznaczało jeszcze jedno przejście przez most. Wtedy udało mi się jeszcze znaleźć czaple siwe, kokoszkę oraz zimorodka, którego jednak powinienem podpisać jako "mały, niebieski, śmigający punkcik" :)
Czapla siwa

środa, 6 lutego 2019

Ferie w Hiszpanii cz. II

Część druga z pięciu o feriach w Hiszpanii.

Dzień drugi (Granada - Alhambra):

Tego dnia wstaliśmy wcześnie rano, aby zdążyć na odjazd autobusu z Malagi do Granady - miasta położonego u podnóża gór Sierra Nevada. Sama podróż trwała około 2 godzin i to właśnie podczas niej zaobserwowałem pierwszy nowy dla mnie gatunek w Hiszpanii - szpaka jednobarwnego. Obsiadywał on w dziesiątkach tylne strony dużych znaków drogowych oraz w mniejszym stopniu linie telefoniczne. Niestety jazda pędzącym po autostradzie autokarem skutecznie zapobiegła wykonaniu jakichkolwiek zdjęć :(

Po dotarciu do Granady od razu skierowaliśmy się do jednego z najważniejszych zabytków Andaluzji, a może i całej Hiszpanii. Alhambra to olbrzymi kompleks pałacowy, który swego czasu pełnił również funkcję fortecy. Umiejscowiony na wzgórzu nad miastem jest pamiątką po rządach arabskich emirów na południu kraju.
Same mury i dziedzińce kompleksu są dość opustoszałe przyrodniczo o tej porze roku - oprócz wszechobecnych wróbli, gołębi (w tym grzywaczy) i kopciuszków niewiele ptaków można było znaleźć. Wyjątkiem była para pokrzewek aksamitnych zajęta wyszukiwaniem bezkręgowców między wystającymi z ziemi uschniętymi łodygami.


Samiec pokrzewki
Bacznym okiem śledził ruchy samicy pilnując jej, na wypadek gdyby innemu samcowi również się przypodobała.
A oto i ona - samica pokrzewki skutecznie ukrywająca się przed obiektywem. 

Mimo, że chodząc po samych zabudowaniach wypatrzyłem niewiele gatunków zwierząt, to ogrody i teren otaczający pałac rozbrzmiewały nawoływaniami i śpiewem przeróżnych ptaków.
Już przechodząc przez most łączący Alhambrę z jej ogrodami dało o sobie znać żerujące stadko szczygłów, a wśród nich samotny dzwoniec, jedyny przedstawiciel swojego gatunku, którego znalazłem podczas całego pobytu w Hiszpanii. Spoglądając jeszcze szybko na mury dodałem do listy mieszaną grupkę pliszek - dwie siwe i jedną górską, które przechadzając się po zabytku charakterystycznie kiwały ogonem w górę i w dół.

Będąc po drugiej stronie ogrodów (gdzie spędziłem dobrą godzinę obserwując awifaunę) furorę wśród zwiedzających robiła wiewiórka ruda, która została otoczona przez turystów z selfie-stick'ami. Omijając szerokim łukiem krąg zwiedzających skierowałem się głębiej w ogród, gdzie skryty w krzakach kulczyk sprawił mi niemałą radość. Był to bowiem drugi już nowy gatunek tego dnia. W pobliżu śpiewały również rudziki, pierwiosnki, zięby, czyżyki i pojedyńcza modraszka, która nie wydaje mi się, aby była w tym regionie zbyt pospolita, w przeciwieństwie do Krakowa, gdzie widuję ją codziennie.
Wychodząc na skraj ogrodu nadarzyła się okazja na uchwycenie szpaka jednobarwnego na zdjęciu, jednak moje próby z nowym aparatem okazały się być dość nieudolne, w związku z czym jakość zdjęć niestety nie powala ;)
Robiąc to zdjęcie przez przypadek stworzyłem swego rodzaju ramkę dla kulczyka.
Tutaj rudzik - również zasłonięty.
Szpak jednobarwny
... też niezbyt skory do współpracy.


Opuszczając kompleks, zatrzymałem się w małym lasku przy wejściu, gdzie między gałęziami śmigała grupka szarawych, małych ptaszków. Były tak szybkie, że z daleka nie sposób było je dokładnie oznaczyć.  Ich ciągłe popiskiwanie nie przypominało mi żadnego znanego gatunku. Zrobiłem więc kilka zdjęć na oślep, mając nadzieję, że coś na nich uchwycę, i jakież było moje zdziwienie gdy znalazłem na nich kolejny, trzeci już tego dnia nowy gatunek! A był nim zniczek, nieco większy kuzyn najmniejszego ptaka Europy, mysikrólika. Oba gatunki występują w Polsce, jednak ten drugi jest zdecydowanie częstszy i bywa obserwowany nawet w Parku Jordana (blisko centrum Krakowa).

Niełatwo go wypatrzyć.

Podczas drogi powrotnej jedynymi zaobserwowanymi gatunkami były tylko sroki i wróble, które zakończyły moje przyrodnicze obserwacje tego dnia.




czwartek, 24 stycznia 2019

Ferie w Hiszpanii cz. I

Mimo tego, iż nazwą tego bloga jest Przyroda Krakowa, to pierwszy mój post będzie o moim ostatnim wyjeździe feryjnym do Hiszpanii. Był to wyjazd rodzinny, który skupiać się miał głównie na zwiedzaniu miast Andaluzji oraz jej zabytków i muzeów, co nie oznaczało jednak braku zaobserwowania różnych, nowych dla mnie gatunków zwierząt.

Dzień pierwszy (Malaga - miasto):

Naszym przystankiem docelowym i zarazem miejscem zakwaterowania przez następny tydzień była Malaga - miasto położone na południu kraju, nad Morzem Śródziemnym.

Wstaliśmy wcześnie rano i od razu ruszyliśmy zwiedzać kolejno: katedrę La Manquita, Teatro Romano i Alcazabę. Przy katedrze jedynymi ptakami były gołębie oraz wróble (brak sokoła wędrownego, który tu podobno gniazduje), ale ich niedosyt wynagrodziły mi ruiny teatru.
Na licznych jego stopniach skakała wraz ze szczygłami para kopciuszków, w zaroślach pożywienia szukał samotny pierwiosnek, a nad nami latało mnóstwo mew romańskich (śródziemnomorski odpowiednik mewy srebrzystej) oraz papug mnich i aleksandrett obrożnych. Do tego, kierując się już w stronę wejścia do Alcazaby, udało mi się wypatrzyć między sosnami pełzacza ogrodowego, który swym długim dziobem próbował dosięgnąć owadów, chowających się pod spękniętą korą.

Pierwiosnek 

Samica kopciuszka
Bardzo ładnie pozowała - chyba z 5 min siedziała sobie na tym patyczku.
Samiec kopciuszka 

Pełzacz ogrodowy

Chodząc po samych murach starożytnej fortyfikacji jaką jest Alcazaba, do listy dodałem jeszcze młodego kosa siedzącego na cyprysiku oraz liczne samce kapturek, a dookoła krzaków kwitnącego (w styczniu!) rozmarynu latały modraszki modrogończyki wędrowce.

Po zwiedzeniu całego kompleksu nie chcieliśmy jeszcze wracać do hotelu, więc zdecydowaliśmy się pójść na spacer nad morze, przy okazji zahaczając o park Paseo del Parque.
Ma on kształt podłużnego prostokąta i jest gęsto obsadzony rozmaitymi gatunkami drzew i krzewów przywiezionych ze wszystkich części świata m.in.: strelicjami, dracenami, platanami, a przede wszystkim palmami, które papugi obrały za swój dom, regularnie gnieżdżąc się w ich koronach. Niestety byliśmy w nim stosunkowo niedługo i nie zdążyłem dokładnie się rozejrzeć. A szkoda, bo z takim bogactwem flory, coś ciekawego z fauny na pewno by się trafiło.
Spacer nad morzem również nie przyniósł żadnych wartościowych obserwacji, czego można było się spodziewać, biorąc pod uwagę, że była sobota wieczór i natłok ludzi był ogromny.

Zmęczeni po pierwszym dniu zdecydowaliśmy się wszyscy wrócić do hotelu i odpocząć przed jutrzejszą wycieczką.